GTA – seria z którą dorastałem jako gracz

Moje retro Przemyślenia starszego gracza
Podoba Ci się ten artykuł? Podaj go dalej!

Z okazji dzisiejszej premiery GTA Definitive Edition, postanowiłem podzielić się z Wami moimi wspomnienia związanymi z serią. Na początku zaznaczę, że jest to jeden z moich ulubionych (a może nawet najbardziej ulubiony) cykl, jaki przyniosła nam elektroniczna rozrywka. Dzisiaj przypominając sobie kolejne odsłony, przypominam sobie konkretne okresy w moim życiu. Będzie to zatem emocjonalna, nostalgiczna podróż do przeszłości. Zapraszam!

Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz

Pierwsza styczność z serią, miała miejsce jeszcze chwilę przed premierą „jedynki” za sprawą dema, zainstalowanego z płyty dołączonej do jednego z magazynów traktujących o grach video. Należy nadmienić, że były to czasy, gdy sprawdzało się wszystkie wersje demonstracyjne gier z takich płyt, gdyż pełne wersje gier były bardzo drogie (relatywnie do zarobków 1 oryginalna gra to 1/4 przeciętnej pensji w tamtym czasie). Demo było ograniczone do pierwszego miasta (Liberty City), a sama rozgrywka posiadała limit czasowy (po upływie z góry ustalonego czasu, mogliśmy rozpocząć grę od nowa, jednak nie mogliśmy kontynuować poprzedniej sesji). Oczywiście w tym czasie mogliśmy wykonywać misje, ale jako, że nie było możliwości przejść dalej, większość graczy skupiała się na wesołej rozwałce otoczenia. W międzyczasie kolega ze szkolnej ławki, znalazł w jednym z pism gamingowych (bodajże Gambler) sposób na podstawienie czołgu, wyrzutni rakiet i tym podobnych zabawek. Polegało to na edycji jednego z plików. Dzięki temu „hackowi” okres korzystania z dema i przyjemność jaka z tej rozgrywki płynęła, wydłużył się. Pełną wersję ograłem jakiś rok później na pożyczonym „piracie”. Wersja, którą miałem instalowała od razu dodatek GTA: London 1969, a ja sam doinstalowywałem „dodatek do dodatku” tj. zestaw misji o nazwie GTA London 1961 (swego czasu dołączony do CD-Action). 4 lata po premierze gra została dodana (tym razem jako pełna wersja!) do CD-Action i był to „must have” dla nas wszytkich.
Do dzisiaj bardzo często wracam do tej części, a pierwszą część Liberty City, potrafię przejść ekspresowo.
W tamtym czasie, miałem 12 lat przy pierwszym zetknięciu z GTA. Był to w moim życiu beztroski czas podstawówki, poznawania świata i gier. W tamtym czasie była to jedna z wielu dobrych gier i nic nie wskazywało jeszcze, że będzie to tytuł, którego kolejne części zrewolucjonizują rynek gier video i będą rozpalać wyobraźnię milionów graczy na całym świecie.

grand theft auto 2

Powtórzyć sukces pierwszej części nie jest łatwo

Kontynuacja była tylko kwestią czasu. To było niemal pewne. I oto w 2000 roku, niemal 3 lata po premierze części pierwszej został wydany sequel. „Dwójka” rozwijała pomysły zawarte w części pierwszej. Tym razem gra oferowała jedno miasto w którym po pewnym czasie odblokowywaliśmy kolejne dzielnice. Dobrze znany widok z góry, kradzieże samochodów, strzelaniny – wszystko niby po staremu, ale jakby ładniejsze i bardziej płynne. Nowością w serii były gangi. Każdy gang kontrolował inną część miasta i dawał nam swoje zlecenia. Gdy wykonywaliśmy misję tylko dla jednego z nich, nasza reputacja u innych grup przestępczych malała. W przypadku gdy poruszaliśmy się po dzielnicy kontrolowanej przez gang, który miał o nas niskie mniemanie, byliśmy atakowani bez ostrzeżenia.
Moja pierwsza styczność z tą grą miała miejsce zaraz po jej premierze, gdy wraz z moim Tatą udaliśmy się na coś w rodzaju giełdy komputerowej. Po prostu w jednym miejscu było zorganizowane spotkanie, podczas którego można było pograć w nowe gry w ramach płatności za bilet wstępu. Gra początkowo mnie nie urzekła, jednak potem, gdy już miałem swojego „pirata” wciągnęła mnie bez reszty. Niestety był to również okres w którym odstawiłem na jakiś czas granie, ze względu na egzamin ósmych klas, który wtedy był jednocześnie kwalifikacją do szkół ponadpodstawowych.

grand theft auto 3d

Przechodzimy w trzeci wymiar

2 lata po „dwójce” wydana została część trzecia. Najbardziej rewolucyjna odsłona seria. To już nie było 2d, to już nie była perspektywa top-down, tylko prawdziwe trójwymiarowe doznanie. Do tego skala tego, co mogliśmy zrobić w tętniącym życiem Liberty City była jeszcze większa. Zmiana perspektywy, większa szczegółowość, żyjący ekosystem miejski, to wszystko robiło wtedy piorunujące wrażenie. Na „trójkę” miałem zbyt słaby komputer. Zawsze jednak na każdym osiedlu jest ktoś, kto ma mnóstwo gier i akurat świetny komputer, który jest w stanie „pociągnąć” wszystkie gorące nowości. Tak było również tym razem. Zagrywaliśmy się u kolegi i nie przeszkadzało nam wtedy, że graliśmy krótko, bo graliśmy też na zmianę. Ważne było to, co kto z nas wymyśli fajniejszego. A było co robić. Od wysadzania jak największej ilości samochodów jedną bombą, po odstrzeliwanie kończyn przechodniom z broni snajperskiej.
Do dzisiaj uważam tę właśnie część za najbardziej przełomową. Z prostego powodu,otóż do tej pory wiele rzeczy w grach sobie dopowiadaliśmy, nie były one dosłowne, było dużo umowności, ale nie w GTA III. Tutaj wszystko się zgadzało, tutaj widzieliśmy wszystko takim jakie było, jakie miało być, nie było miejsca na jakąkolwiek umowność.
Doskonale pamiętam jak ktoś z nas odkrył możliwość odtwarzania własnych plików muzycznych w samochodowych tripach i bujaliśmy się po Liberty City przy dźwiękach „Głuchej nocy” Peji.

grand theft auto: vice city

Skoro wyszło tak dobrze, pomysł należy jedynie rozwinąć

Po ogromnym sukcesie pierwszego, trójwymiarowego GTA, nadszedł czas na rozwinięcie dobrze już przyjętych patentów i mechanik. Rockstar jednak nie zdecydował się na wydanie kolejnej części z numerkiem. Kolejne części, równorzędne „trójce” to Vice City i San Andreas.
To pierwsze przenosiło nas na Florydę, do fikcyjnego miasta, do złudzenia przypominającego Miami. Akcja została umiejscowiona w latach 80tych ubiegłego wieku, zatem klimat gry był zbliżony do serialu „Chłopaki z Miami”. Vice City sprawnie rozwijało pomysły zaimplementowane w poprzedniej części, dodając nowe aktywności poboczne. Dzięki niepodrabialnemu klimatowi do dziś przez wielu graczy jest uważana za najlepszą część serii, a do Rockstara wciąż wpływają prośby, aby akcja kolejnej części miała miejsce właśnie w Vice City.
Krótko po Vice City, otrzymaliśmy San Andreas, które przeniosło nas na ogromny obszar o takiej samej nazwie. Odwzorowano tu Los Angeles (tutaj Los Santos), San Francisco (San Fierro) i Las Vegas (Las Venturas), a także obszary pomiędzy wspomnianymi miastami. Dodano latanie samolotami, wizyty u fryzjera, możliwość rozwijania kulturystyki bohatera czy chodzenia na randki. W grze wcielaliśmy się w CJ-a, czarnoskórego chłopaka pochodzącego z afroamerykańskiej dzielnicy.
Obie powyższe części (a także trójkę już na poważnie) ograłem dopiero będąc na studiach, bo w końcu miałem na tyle dobry komputer, aby móc komfortowo obcować z nowymi odsłonami ukochanej serii. W tym czasie jednak już po coraz bardziej powszechnym Internecie „hulały” zapowiedzi części czwartej.

grand theft auto iv

Triumfalny powrót do Liberty City

Z komputerami tak już jest, że się starzeją i nowsze gry wtedy na nich nie działają. Tak było przy premierze „czwórki”. Podjąłem wtedy decyzję o zakupie Playstation 3, mojej pierwszej (nie licząc Pegazusa) konsoli. Na pierwszy ogień poszło oczywiście GTA IV. Powrót do Liberty City, okazał się strzałem w dziesiątkę. Poziom szczegółów, przebudowany model jazdy i bardzo dobry scenariusz, to rzeczy, które nie pozwalały oderwać się od telewizora. Niko Belic, jego rodzina i znajomi to świetnie napisane postacie, których losy śledziliśmy z zapartym tchem.
Jeszcze przed premierą tej części, wiadomym było, że gra jest skazana na komercyjny sukces. Szybko podjęto decyzję o wydaniu dwóch kolejnych części. Chociaż bardziej możemy tutaj mówić, o rozbudowanych samodzielnych dodatkach, gdyż ich akcja jest również umiejscowiona w Liberty City. The Last and Damned i The Ballad of Gay Tony, bo takie tytuły noszą wspomniane rozszerzenia, są nowymi przygodami nowych postaci. Chociaż jeśli chodzi o postacie to przenikają się one pomiędzy podstawową wersją gry, a wymienionymi dlc-kami. W The Last and Damned, wcielamy się w członka gangu motocyklowego. Gra dodaje możliwość strzelania z broni ciężkiej bezpośrednio podczas jazdy motocyklem, a także używanie kija bejsbolowego gdy jesteśmy na jednośladzie. Ponadto wprowadzono siłowanie się na rękę i jeżdżenie w szyku wraz z członkami naszego gangu.
Drugie rozszerzenie pozwala nam wcielić się w pomocnika właściciela klubów nocnych w Liberty City. Jest to drugie i ostatnie DLC do czwartej odsłony Grand Theft Auto.
Wszystkie te części ogrywałem już jako żonaty, ale jeszcze bezdzietny facet.

Kolejna część – kolejne innowacje

Kolejna numerowana część GTA znowu wprowadziła świeże rozwiązania. Na pierwszym miejscu wśród zmian należy wymienić to, że do naszej dyspozycji oddano 3 bohaterów pomiędzy którymi możemy przełączać się podczas rozgrywki. Każdy z nich to postać z innej bajki, a razem tworzą nierozerwalny team. Każdemu z nich przypisano także oddzielny zestaw misji (niektóre z nich są oczywiście dla wszystkich). W ramach drużynowej rozgrywki mogliśmy planować napady na banki, zakłady jubilerskie i inne miejsca w których można się szybko wzbogacić. Siłą napędową produkcji była ilość aktywności pobocznych dostępnych w grze, ogromny obszar (miejscem akcji ponownie był obszar San Andreas, tym razem tylko z Los Santos i przyległościami), a także nietuzinkowa fabuła. Dodatkowo gra posiadała kilka różnych zakończeń fabularnych. Jest to również odsłona w której bardzo dużą składową komercyjnego sukcesu stał się tryb multiplayer, GTA Online. Nie bez powodu ta część jest wydana na konsolach dwóch generacji i przygotowywana na trzecią. W edycji wydanej dla konsol Playstation 4 i Xbox One istnieje możliwość zmiany perspektywy gry z widoku trzecioosobowego na widok FPP (pierwszosobowy).
Piąta część jest najbardziej dopracowaną i wciągającą częścią ze wszystkich odsłon cyklu. Nie dziwi więc, że przechodziłem ją kilkukrotnie na dwóch różnych generacjach sprzętu. Jest to bez wątpienia jedna z najważniejszych gier w moim życiu.

Niedługo minie 25 lat mojej przygody z GTA

Tak jest, w przyszłym roku minie 25 lat absolutnie fantastycznej przygody. Ktoś może się przyczepić, że nie opisałem powyżej kilku pobocznych odsłon, takich jak chociażby Vice City Stories czy Chinatown Wars. Powód jest jeden, nie ograłem jeszcze tych części, ale na pewno to nadrobię. Przygodę z serią zaczynałem, będąc gnojkiem z podstawówki i jestem z nią do dziś, gdy takim gnojkiem jest mój syn, a wierzę, że jeszcze nie jedno przede mną z kolejnymi odsłonami GTA. Widać zresztą, że jest to cykl bardzo istotny dla całej branży. Byle zmiana w GTA Online jest odczytywana jako zapowiedź części szóstej, na temat której powstało już mnóstwo plotek, jednak Rockstar ciągle milczy. Będzie to jednak pierwsza część przy której nie będzie pracował Dan Houser, który ma niesamowity talent do tworzenia bardzo barwnych postaci i ich perypetii w świecie GTA. Czekam jednak pełen nadzieji, że Rockstar znów dowiezie grę, która wyznaczy nowy kierunek i nową jakość branży. A tymczasem kończąc pisać ten tekst, kończy mi się ściągać na konsolę GTA Trilogy Definitive Edition :).


Podoba Ci się ten artykuł? Podaj go dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.